Są takie dni, kiedy przestajesz widzieć sens, a efekty które dawały poczucie spełnienia zaczynają być jakby za mgłą. Że nie wiesz dla kogo, po co to wszystko robisz, czy w ogóle potrafisz i powinnaś się tym zajmować. W skrócie: z czym do ludzi?
Rozmawiam z wieloma kobietami i chyba nie znam żadnej, której by taki stan czasem się nie zdarzał. Wtedy wydaje nam się, że tylko my tak mamy i że to może znak, że trzeba coś innego. Albo pojawia się wręcz czarna dziura, histeria nad histerie i podkopywanie wszystkiego co jest naszą wartością.
Kiedyś w takich sytuacjach – swoich lub wspierając kogoś, trzymałam się zdań „trzeba coś z tym zrobić”, „trzeba znaleźć rozwiązanie”, „może to znak, że nie powinnyśmy w tą stronę”, „może to nie dla mnie skoro takie myśli”.
Teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Kiedy jestem w środku tej historii (a w sumie histerii) mojego ego, to przede wszystkim pozwalam sobie w tym pobyć. Tak poczuć mimo, że czasem mało wygodne. Złapać z tym kontakt, żeby nie przyklepać, bo wyjdzie z większą siłą. Potem staję z boku, nabieram dystansu. Zazwyczaj to taki dzień zatrzymania. Nic na siłę – to najważniejsza zasada. Warto dać sobie trochę czasu i ukochać nawet w takim stanie, wiedząc że to nie stan na zawsze, że chwilowe.
Z doświadczenia wiem, że takie sytuacje zdarzają się wtedy kiedy jesteśmy na ścieżce rozwoju osobistego, duchowego. Nasza podświadomość w intensywnym dialogu z umysłem, dusza z ego. To naturalne. Rozwój to wyjście z strefy komfortu, z czegoś co znane, okiełznane. To wydobywanie potencjału, podróż w nieznane. Więc naturalną rzeczą są pokrzykiwania ego, że: o nie, nie, nie tam niebezpiecznie, wracaj szybko i siedź na dupce, na starych śmieciach (przekonaniach, programach, umniejszaniu sobie, lękach, stresach). Jak to robi? A no właśnie odpalając naszego krytyka, sabotażystę. Najważniejsze w tym złapać dystans, mieć świadomość mechanizmów i zaufać, że to element procesu i nie oznacza konieczności stawania do walki.
Daj sobie czas, przestrzeń, zapytaj samą siebie co w tym momencie sprawi Ci przyjemność i pójdź za tym.
Dziś to ja mam taki dzień. Poczułam, że moje skrzydła się nieco zwinęły, stały się wręcz ciężkie a głowa sabotuje wszystko, co do tej pory napędzało, odżywiało, karmiło. Dlatego dziś nieco wolniej, bardziej do wewnątrz i poczułam, że chcę się z Wami tym podzielić, pokazując też, że każdej z nas się może zdarzyć.

Pięknego wieczoru <3